|
|
|
A ja nie! 
Dobrze dobrana grupa głów
Ochoczo tylko ma
Maksymalizować zysk
I przy tym wiernie trwać
Tak odnajdują życia sens
Pośrodku niskich ścian
"Nasza tu działalność może
wszystkim wiele dać, dać"
Głodowo wklęśnięty brzuch
I z Photoshopu twarz
To jest nasz ideał
Który już długo trwa
Od Armaniego wielki brzuch
I z Photoshopu twarz
To jest ta znajomość, która
Może wiele
A ja, nie! A ja, nie!
A ja tego nie chcę wcale!
Odwieczna nadzieja narodu
Nowe pokolenie
Musi to zrozumieć
I wnet przyjąć to myślenie
Że przyszłość piękną zbudujemy
Rozpruciem starych ran
Takie miłosierdzie
Może wszystkim wiele dać, dać
Do kraju wielkich, cennych złóż
Trzeba posłać zwiad
By ramię w ramię iść
Z sztandarem pełnym gwiazd
W krainie wielkich, cennych złóż
Utrzymać trzeba sztab
Taka współpraca może
Dzisiaj wiele
A ja, nie! A ja, nie!
A ja tego nie chcę wcale! |
Będziem robić politykę 
Ja zostanę politykiem
Ty zostaniesz mym prawnikiem
A on spędzi nam publikę
Wypijemy z urzędnikiem
Będziem robić politykę
Gdy skrzykniemy naszą klikę
Wtedy inni będą nikim
Każdy kupi sobie brykę
Cztery ściany i kobitę
Kłamstwa ważnym są czynnikiem
Aby zrobić z siebie szychę
Uratuję tę fabrykę
Byś pozostał jej trybikiem
Będziem robić politykę
(Ref.)
Jeśli tylko chcesz, a ponoć chcesz to możesz
Kiedy społeczeństwo wrze wykreujesz łatwą pozę
Więc ideał sięga bruku kiedy dosięga go bruk
Z Twojej ręki wypuszczony znad tysiąca wrzących głów
Choć zwycięzcy piszą dzieje to jedno miej na względzie
Aby ciebie móc osądzić sposobność ta nadejdzie
Nie myśl, że jestem laikiem
U mnie zawsze trik za trikiem
Już nie jesteś mym wspólnikiem
To ja robię politykę
(Ref.) |
Chcę się narodzić na nowo
Chce się narodzić na nowo
Odrzucić dylematów kram
I przybrać pozę wzorową
I tylko trwać, trwać (sam)
Chciałbym uzyskać tę siłę
Co wciąż przy jednej myśli da trwać
Uszeregować koncepcję
By tylko brać, brać, tylko brać
A ja
Nie wiem co sądzić,
nie wiem w co mam grać
Drogi utarte czy manowce?
Tylko mi wiara pozostaje i
Tylko dla Ciebie mógłbym
Nie zmienić się
Pragnę uprościć i być
Nie widzieć już pośrednich barw
I aby obraz lepszym był
Zamazać, gnać, gnać kurwa mać
A ja
Nie wiem co sądzić,
nie wiem w co mam grać
Drogi utarte czy manowce
Tylko mi wiara pozostaje i
Tylko dla Ciebie mógłbym
Nauczyć się
Jak zaprzedać się, jak okłamać siebie
Zarazem wiele móc, zarazem wiele chcieć
Chciałbym wyłączyć świadomość
wywrócić z dylematami kram
I przybrać pozę wzorową
I tylko ....
Trwać, brać, gnać
Gnać, brać, trwać
Brać, gnać, trwać
Grać, grać, grać
|
Czar się skończył
Czar się skończył, kiedy przyszło nam
dantejskie sceny grać
W teatrze życia, w którym role
często błędnie obsadzone
Tak trudno pozbyć się tych sztucznych szat
Wiejących kiczem fraz
Tak trudno przyjąć fakt,
że scenariusza nie pisano tylko pod nas dwoje
Nie wiem co powiedzieć Tobie
Nie wiem co wygłosić mam
Jedyne tylko, tylko, tylko jedno znam
Zjadają nas detale
I brniemy wciąż w detale
Tyle tu błahych nawarstwionych, głupioważnych spraw
Tyle odkrytych, wypomnianych, wymienionych, bezsensownie wykrzyczanych wad
Nie ma tu Ciebie ani mnie
Nie ma tu prostych wyjść i wejść
Bo uwierzyliśmy, że czarne z białym łączą się
Że przepchamy ideały pod prąd codzienności
I zarazem dziś będziemy sługami przyszłości
A brniemy wciąż w detale
Zjadają nas detale
A gdzie Ty, a gdzie ja
I błoga niekonsekwencja?
Tylko Ty, Ty i ja
I nasza niekonsekwencja
Tylko Ty, Ty i ja
I niekonsekwencja
Niby bliżej, a dalej
A gdzie Ty, a gdzie ja
I błoga niekonsekwencja?
Tylko Ty, Ty i ja
I nasza niekonsekwencja
Tylko Ty, Ty i ja
I niekonsekwencja
Zjadają nas detale
I brniemy wciąż w detale
|
Czas naszych czasów 
Wielki czas
Wielcy świata deklarują się
Że przy prawach będą stać
Każdy swoje jednak czuje i wie
To demokracja
Ona nas rozgrzesza
W jej imieniu możemy prawa zawieszać
Czy kiedyś skończy się ten czas?
Piękny czas
Jaskrawością barwy nieznośną
I chociaż barwa jedna jest
Każdy chce mieć swój własny jej ton
To dystrybucja
Dóbr nierówna
Tam tłuszcza chudnie, tu tyje tłuszcza
A poeta nuci ton:
"Nie ma za co żyć, nie ma za co umierać"
Zabijmy ten czas
Dajmy na śmierć zabiegać mu się
Niech poczuje tempo zmian
Biczem bzdur poganiajmy go więc
"O Prędkości!
Damo cudna!
Wszystkich kochasz, wszystkich równasz"
Również poeta śpiewa wciąż"
(I też poeta ma swój tor)
"Nie ma za co żyć, nie ma za co umierać"
|
Elitarny TV Show
Kicz będzie Cię, kicz będzie Cię mieć
Kicz wyśsie wzystkie Twoje siły
A wypadkowy gust będzie Cię wiózł
Powiezie tam gdzie oddasz mu się
Kupisz niepowtarzalność chwili
Wtedy dopiero osiągniesz cel
Bo będą media wyły
Elitarny TV show
Prezenter pięknie się zgiął
Każdy patrzy w stronę Twą
To jest ten stan!
A po wizji drugi show
Gdzie knajpiany blichtr i swąd
Każdy patrzy w stronę Twą
To jest ten stan!
Telewizyjny sposób życia
Telewizyjnie do zdobycia
Telewizyjne tu poglądy
Telewizyjne rządy
Elitarny TV show
Prezenter pięknie się zgiął
Każdy patrzy w stronę Twą
To jest ten stan!
Poza wizją drugi show
Gdzie knajpiany blichtr i swąd
Każdy patrzy w stronę Twą
To jest ten stan!
|
Epigon 
Gdy zaczyna płynąć potok myśli
Gdy wyłania się pierwotny plan
Gdy cząstki rozproszone zacieśniają więzi
osiągają wartki stan
Pojawia się autozapora
Co tamuje cały koncept
Czy jest to aby moje?
Do czego to jest podobne?
Nie mówię, krzyczę, zgiełk mediów mnie zasłania
I każde dziecko intelektu mego wrzeszczy: jesteś epigonem!
Cały czas, co myśl, co raz, co krok
Werbalną myśli dajesz formę
Dociera do mnie jej początek
Który poszukuje zbioru
Ułożonych fraz, zasłyszanych wielokrotnie
To cytaty medialnie rzucone
Na żyzną moją głowę
Jak chwasty zarastają
Myśli uwolnione
Nie! Nie wiem skąd pochodzi dana fraza
I który z nas próbujących rozmawiać właściwie jest epigonem?
Cały czas, co myśl, co raz, co krok
Nie mówię, krzyczę, zgiełk mediów mnie zasłania
I każde dziecko intelektu do mnie wrzeszczy: jesteś epigonem!
Cały czas, co myśl, co raz, co krok
|
Giną jak we mgle
W każdej jednej chwili, miejscu, wnet
Dopaść mogą złe emocje
Niczym hieny krążą wokół nas
Chcą wyszarpać nasz rozsądek
Czasem mogę głupio ulec im
I chwilowo żądać zmiany
Lecz przy Tobie stale czuję że
Czuję, że jestem kochany
Para para
Jedno tylko wiem niepoprawnie
Jedno tylko znam nienagannie
Jedno tylko wiem, że giną jak we mgle
Przy Tobie myśli złe i szkaradne
Para para
Czuję, że jestem kochany, i
Stale czuję to przy tobie
I gdy czasem żądam zmiany to
Znów ulegam dzikiej sforze
Hien co krążą tylko wokół nas
By rozszarpać nasz rozsądek
Co panoszą się po wnętrzach nam
To tylko są, to złe emocje
Jedno tylko wiem niepoprawnie
Jedno tylko znam nienagannie
Jedno tylko wiem, że giną jak we mgle
Przy tobie myśli złe i szkaradne
I gdy masz dość to wiedz, że kocham Cię
I giną myśli złe i szkaradne
Para para
|
Idę sam
Wiedz, jeśli tylko powiesz mi
O twej zdradzie i twej skrusze
Będziemy nadal iść
Lecz idę sam
Nie, nie powtarzaj wciąż tych słów
Które sądzisz, że usłyszeć
Chciałbym z twojej strony znów
Więc idę sam
Tu wystarczy jeden gest
Aby zniszczyć lub rozpalić się na nowo
Tu wystarczy jeden gest,
Tu naprawdę już wystarczy jedno słowo
Jak, jak odróżnić w tobie mam
Niedojrzałość czy głupota
Czy niewiedza czy zła gra
Wciąż idę sam
Tu wystarczy jeden gest aby
Zniszczyć bądź rozpalić się na nowo
Tu wystarczy jeden gest,
Tu naprawdę już wystarczy jedno słowo
Ja, ja przeszedłem tysiąc mil,
Lecz ostatni, główny krok
Musisz zrobić jednak Ty
Więc idę sam
|
Krótka z głupotą rozprawa
Pytam się, zachodzę w głowę
Gdy rozumu brak spotyka zawsze rozum mój
A myśli me tak jałowe, że przeraża mnie ta pustka.
Boję się!
I
Głupota też, żywo wcielona,
Chce bym zmieścił w mojej głowie cały bezmiar jej
Za bary wziął i się przekonał,
Chociaż czuję, że zakończy się to źle!
Boję się
że but określi świadomość!
Za chwilę będzie bogiem ciała i krwi mojej!
Niczego już nie pragnie w tej chwili więcej!
Za chwilę będzie bezwładnym bogiem!
Bezwładna nad mą wolą zawsze niech będzie!
Boję się
Boję się
Ja nie mam słów!
Bo nie ma słów!
Ja nie mam słów!
Bo nie ma słów!
|
Kupując czerń
By nie umarł niepotrzebny świat
Przyjęliśmy ratowania plan
Wykupimy wszystkie rzeczy zbędne aby stały się niezbędne
I zyskamy czas!
I zyskamy czas!
I tak po kolejnym koncercie punkowym
Spotkamy wszyscy się
I tak po kolejnym koncercie punkowym
Spotkamy się w centrum handlowym
Kupując czerń
Wspólne stroje wszystkich wokół nas
Poza tym to wspólnych myśli brak
W morzu danych wielkich możliwości zatapiamy się w próżności I
Upiększamy świat
Upiększamy świat
I tak po kolejnym koncercie punkowym
Spotkamy wszyscy się
I tak po kolejnym koncercie punkowym
Spotkamy się w centrum handlowym
Kupując czerń
Przyjdzie czas gdy czerń się przyda nam
Wystrojeni powitamy krach
Nie pomogą nagłe racje wspólne wszystko będzie już za późne
Pogrzebiemy świat
I tak po kolejnym koncercie punkowym
Spotkamy wszyscy się
I tak po kolejnym koncercie punkowym
Spotkamy się w centrum handlowym
Kupując czerń
|
Londyn dzwoni 
Londyn dzwoni do odległych mu miast
- "Przyjeżdżaj prędko, pożyczę na wjazd."
Londyn dzwoni do odległych mu wsi
- "Na pewno przyjadę, już nie chcę tak żyć."
Londyn czeka na fale nim ruszy
Młodych ludzi stłoczonych w autobusach
Londyn wzywa lecz nie wszystkich zaprasza
Ten paszport lepszy, a ten - druga klasa
(Ref.)
Choć jest nowa era to schemat ten sam
Jazda, uciekać, poprawiać swój stan
Gdy marzeń jest moc lub koncepcji brak
To Londyn przyciąga jak magnes żeliwo
Londyn uczy za pot i za łzy
Podstaw i zasad trudnej życiowej gry
Londyn uczy, tam angielski dla mas
Rozumiesz ich język, pojmujesz swój świat
Londyn czeka na fale nim ruszy
Polskich twarzy ścisniętych w autobusach
Londyn wzywa lecz nie wszystkich zaprasza
Ich naród lepszy, a nasz druga klasa
Choć jest nowa era to schemat ten sam
Jazda, uciekać, poprawiać swój stan
Gdy marzeń jest moc lub z prawem nie tak
To Londyn przyciąga jak magnes żeliwo
Now get this
London calling, yeah, I was there, too
An' you know what they said? Well, some of it was true!
London calling at the top of the dial
After all this, won't you give me a smile?
London Calling!!!
I never felt so much a' like
|
Ludzie niczym węże
Daj mi, proszę Cię daj
Żebym mógł poczuć w końcu raj
Więc daj mi proszę Cię
Muszę mieć to co chcę mieć
Ludzie niczym węże
Wyklęte stworzenia
Wpełzać chcą do kieszeni
Niczym rajskiej ziemi
I siedzą w cudzych kieszeniach
Daj mi...
Węża mieć w kieszeni
To jest ludzka sprawa
Węże mówią wtedy
Że ich Bóg ukarał
Oni
Mają nie mają tu
Mają nie mają tu
Mają nie mają tu
Już nic, już nic
Daj mi...
Długi wąż wężowi
Łatwo sprzedać może
Całe swoje życie
Za chwilową korzyść
Oni
Mają nie mają tu
Mają nie mają tu
Mają nie mają tu
Już nic, już nic
Wpełzają do kieszeni
Niczym rajskiej ziemi
I siedzą w cudzych kieszeniach
|
Magister 
Panie magistrze, niech Pan mi powie,
W swej wychodzonej przez pięć lat mądrości,
Ile bije serce na minutę, gdy je tratować równo but za butem?
Czy ręka rynku,
Choć niewidzialna,
Karci Cię niczym namacalna?
Na ile liczysz?
Co w sobie masz?
Za ile mógłbyś zacząć zmieniać świat?
Doktorze nauk, co tak wygodną
Miejscówkę masz w gabinecie hamulcowym,
Czemu się boisz wystawić głowę, parowóz ujrzeć - twe miejsce ustawowe?
Czy ręka rynku,
Choć niewidzialna,
Karci Cię niczym namacalna?
Czy coś odmieniasz?
Czy tylko trwasz?
Za ile mógłbyś zacząć zmieniać świat?
Na pewno
Odkryjemy nową kartę,
Jeśli tylko,
Uprzednio,
Poczujemy się nażarci,
Wsparci siłą
Należną.
Niech pan mi powie,
panie doktorze, panie magistrze i profesorze!
Na pewno
|
Naiwna piosenka pacyfistyczna
Hej żołnierzu, chciałbym spytać
Co tam w Twoim fachu słychać
Dziś, na początku tysiąclecia,
Gdy zło z dobrem łatwo miesza się?
Jak tłumaczysz to co robisz
Gdy naprzeciw złu wychodzisz?
I Tu nie chodzi mi o rację
Wyższej społecznej instancji, nie.
Lecz od strony osobistej
Jak tłumaczysz w armii bytność?
Co, no co, tobą kieruje?
Walka w Azji z terroryzmem
Ile w tym służby ojczyźnie jest?
Jak rozróżniasz, kto jest wrogiem?
Czy w ogóle chcesz odpowiedź znać?
Czy nie szybciej jest i prościej
Gdy odpowiedź znajdzie moździerz?
I czy sumienie gdy męczące
Zakneblować da się żołdem?
A skoro mowa o pieniądzach
Czy myślałeś ktoje rozdał?
Czy słyszałeś te problemy
Nie wystarcza na baseny im?
Kto, no kto, tobą kieruje?
Żołnierzu
Powiedz mi, jak wybierasz kto ma
A kto nie ma żyć?
Żołnierzu
Tłumacz się, czemu jednym dasz żyć
A drugim niestety nie?
Hej żołnierzu znam odpowiedź
że ktoś to przecież musi robić
Lecz czy istnienie kół wojskowych to
Nie decyzji jednostkowych zbiór?
I czy mimo wszystkich szczytnych racji
Nie jesteś pionkiem spekulacji?
I czy nie jest powiązana ściśle
Cena życia z ceną za baryłkę?
Czy nie czujesz tego skrycie
ze nie ty władasz tu życiem, nie!
Ani swoim ani wroga
tylko rządzi tu mamona
bo to, właśnie to! Tobą kieruje
Żołnierzu
Powiedz mi, jak wybierasz kto ma
A kto nie ma żyć?
Żołnierzu
Tłumacz się, czemu jednym dasz żyć
A drugim niestety nie?
|
Niech....
Niech stanie człowiek wnet najczystszej myśli
Szyn pozbawionej już do stacji Zysków
Spuszczonej z ogniw samokontroli
Wyrwanych z desek budy biurowej
Poszukiwacz nowej jakości nie zszywanej z kontrastujących łat
Wynudzony natłokiem opcji
postanawia leczyć siebie sam
Niech stoi i patrzy
Niech widzi wyraźnie
Niech jego źrenice w rozmiarze normalnym
Niech stanie człowiek wnet własnych popędów
Niech go już kursor nie, nie zwodzi tępo
Z libido żywym, z językiem prawdziwym
Z tysiącem pytań
Niech idzie i słyszy
Niech słyszy wyraźnie
Niech uszy wolne od watów i kabli
|
Nienawiść w eter płynie
(Obwieszczam)
Kochani bracia mam dobre nowiny
On wie kogo można nienawidzić
Bez strachu przed grzechem ciężkim obrażać
To nie ludzie, to podludzie to syf i zaraza
(bo)
Im chodzi tylko o jedno
Nienawiść w eter płynie ubrana w ciepły głos
Jak można nienawidzić powtarza ciągle ktoś.
Jak można nienawidzić?
Jesteśmy sumieniem narodu tak czystym
Jak biel komży redemptorysty.
Stoimy na straży honoru ojczyzny
Jesteśmy jedyni alternatywni
(bo)
Im chodzi tylko o jedno
Nienawiść w eter płynie ubrana w ciepły głos
Jak można nienawidzić powtarza ciągle ktoś
Jak można nienawidzić? X 3
Im chodzi tylko o ..
Jedno
|
Nieudaczni
Jeszcze nam się nie spodobał główny nurt
Nadal mamy siły walić w stół i w mur
Jeszcze nikt nam nie rozdaje zgranych kart
Nadal nas nie dopadł w swoje szpony szmal
A ludzie nas zwą nieudaczni!
My chcemy być nieudaczni
My chcemy być niepoprawni
My chcemy być nieudaczni
My chcemy być
Chcemy powiew orzeźwienia stale czuć
Nie cedzony przez systemy starych rur
My nie mamy do stracenia prawie nic
Za to mamy pełen bagaż pięknych chwil
A ludzie nas zwą nieudaczni!
My chcemy być nieudaczni
My chcemy być niepoprawni
My chcemy być bliżej prawdy
My chcemy być,
Tak bliżej prawdy
dużo, dużo, dużo bliżej prawdy
|
Patrzymy wam na ręce
Choćbyście nie wiem co ciągle nam mówili
To my w to nie wierzymy
Do końca nie wierzymy
W skrytości ducha uparcie tak myślimy
Że nas już nic nie zdziwi
A jednak ciągle dziwi
Bo, bo, bo
Choć słowa mogą mamić
to i tak najważniejsze są czyny
Nie, nie jesteście prawi
Ni prawi, ni sprawiedliwi
I choćby nie wiem jak ogłupiał cały świat
To patrzeć Wam na ręce trzeba choćby spoza krat
Patrzymy!
Patrzymy
Patrzymy!
Patrzymy!
Choć słowa mogą mamić
to i tak najważniejsze są czyny
Nie, nie jesteście prawi
Ni prawi, ni sprawiedliwi
Sprawiedliwi | Choć słowa mogą mamić
Sprawiedliwi | to i tak po owocach czynów
Tak każda władza mami
A i tak najważniejsze są czyny
Nie, nie jesteście prawi
Ni prawi, ni sprawiedliwi
Sprawiedliwi
|
Róbmy pieniądze
Do tego dojdziesz sam
Prędzej czy później
By z danych opcji
Nie wybrać trudnej
Do tego dojdziesz sam
By mimo marzeń
I wątpliwości
Powtórzyć za tłumem
O tak
Róbmy pieniądze
I kiedy kupisz już
Wszystkie wyrazy
Opisujące
Psychiki urazy
To położysz się na
Kozetko-katafalku
by zbudzić nowym się
O pięknym poranku
Róbmy pieniądze
Tylko one,
i tylko tak
Jedyna wartość,
cudowny lek,
dobry ekwiwalent
Róbmy pieniądze |
Słodkie koktajle Mołotowa
"W piwnicy pod ratuszem
Znaleziono równy rząd
Koktajli Mołotwa
Sześćdziesiąty ósmy rok
Podobno z ich pomocą
Młodzież odmieniała świat
Dziś my ich użyjemy
Nowy świat jest tego wart
Nie szkodzi raz spróbować
I wyważyć nowe drzwi
Nie wyjdzie - to przynajmniej
Dopiszemy do CV"
Histerią mediów wieść ta
Szybko spada na dzielnice
"Musicie nam wyjawić
Tajemnice buntu"
"Chcemy móc się znowu zbuntować
Spalić, i obalić, zlustrować
Chcemy poznać wszystkie tajemnice!"
To młodość idzie, to młodość krzyczy
To nowe idzie, to nowe krzyczy"
Młodości zew narasta
Więc ruszają w dół ulice
Tłum zwarty jest i mocny
Tutaj gardło samo krzyczy:
"Oddajcie nam co nasze
Nasz przywilej lat młodości"
Nie, nie uda Wam się dłużej
Trzymać wszystkich nas w bierności"
Z pomocą młodzieżówki
Aktualnej opozycji
Wykradziono znalezisko
Partia wspiera swoich bliskich
Koktajle Mołotowa więc
Wędrują z rak do rąk
Z łatwością postawiono
Pierwszy krok buntu
"Chcemy móc się znowu zbuntować
Palić, i obalić, zlustrować
Chcemy poznać wszystkie tajemnice!"
To młodość idzie, to młodość krzyczy
To nowe idzie, to nowe krzyczy
Tłum staje uzbrojony i rozgląda się
"Co mamy zrobić teraz, kiedy bliski cel?
Gdy w rękach mamy to,
co zmienić może nasze pokolenie
Butelki z benzyną i kamienie, kamienie!"
"Obalić, wnet obalić!"
- krzyknął ktoś wzniecając szum
Na hasło dobrze znane, w górę strzela gęsty szklany las
"Obalić, wnet obalić!"
- ryknął za nim dziki tłum
Butelki tkwią przy ustach, płynie ciecz i błyszczą w słońcu dna
"Obalić", obalić, obalić, obalić"
I spływa do ich gardeł
Landrynkowy, słodki płyn
dla chcących życia użycia,
Zdatny tylko do spożycia
Konsumpcja rewolucji
Trwała jeszcze kilka chwil
Próby czasu nie wytrzymał
ten eliksir buntu
Chcieli móc się znowu zbuntować
Palić, i obalić, zlustrować
Chcieli poznać wszystkie tajemnice
A poszli na więcej liczyć
To nowe poszło, i już nie krzyczy
To młodość przeszła, już tylko liczy
Młodość przeszła..
|
Tak bardzo przypominasz mi 
Tak bardzo przypominasz mi
Kraj, w którym się urodziłem,
I który ma tyle zalet
Aż się czasem bardzo za nie wstydzę
też też
Tak bardzo przypominasz swym
Pojęciem zaradności,
Lecz nigdy to nie pomniejszy, nie!
Mojej miłości
Do kraju, którego nienawidzę
Nienawidzę
Ja wciąż nie jestem wolny
Od mej wewnętrznej wojny
Ja nie wiem, nie wiem sam,
Czy kocham czy nienawidzę nas
A może, nie wiem sam,
Kocham jak nienawidzę nas w nas!
Tak bardzo rozpierbliżasz mnie
Poziomem tolerancji
Tak pieknie dopasowym
Do tylko własnej satysfakcji
tak, tak
Tak bardzo zadziwiacie tu
Dumą z przelanej krwi
W rocznice zdarzeń które już
Nie znaczą przecież nic!
A wy chętnie tak
Przypominacie mi fakt
Że świat pełen jest wad
I nie wiem, nie wiem sam
Tak nie obojętny jest ten kraj przeklęty
|
Uratujemy sens (nie tam)
Proszę nie proś mnie
O kolejne zapewnienia
Nasz wygodny świat
W zepsuciu się nie zmienia
Proszę nie koloruj
Ciemnych życia stron
Największe okropieństwa
Są gdzieś daleko stąd
A kiedy przyjdzie do nas taka chwila,
Po której mógłby świat zawalić się
To mając w sobie czystych uczuć zasób
Uratujemy sens
Prosze nie pielęgnuj
Rodziców naszych obaw
Lęku przed nieznanym
Trawi ich choroba
Po dwakroć nie koloruj
Ciemnych życia stron
Największe okropieństwa
Są gdzieś daleko stąd
A kiedy przyjdzie do nas taka chwila,
Po której mógłby świat zawalić się
To mając w sobie czystych uczuć zasób
Uratujemy sens
Nie tam - nie gdzieś daleko stąd
Lecz tu - niedaleko stąd
Tak, tak, tak tu niedaleko stąd
Tak tu - nad Motławą squot!
|
Wszystko
Znowu poranek ciężki bez regeneracji
Z trudem dźwigam ciężar koncentracji
W radiu łomocze echo okupacji
Bratnie narody pragną reparacji
To jest permanentny stan
Czuję jak wszystek świat dociska postać mą
Na rozciągłości łóżka leży milion ton
Filozof chciałby kres z trybuny ogłaszać
A wszystko pcha do przodu, nie chce jednak stać
To jest permanentny stan
Wszystko już było i może wszystko zdarzyć się
Było już wszystko i to wszystko zdarzy się
Zdarzy się
|
Zaaferowani
Stałaś Ty, za Tobą ja
W kolejce ludzi ideałom wciąż wiernych
Nuciłaś to, co nuciłem ja
Mantrę ludzi goryczy pełnych
Nie, Nie, Nie, Nie,
Nie, nikt nie ma dla nas oferty
Nie nikt nie ma dla nas oferty
Nikt nam nie dał do rąk jej
Gdzie koncepcji wielkie sterty?
No gdzie?
Wybór masz, głos więc daj
Na garstkę ludzi ideałom niewiernym już
To tylko krok, za progiem raj
A są te same gabinetowe gierki
Nie, Nie, Nie, Nie,
Nie, nie mają dla nas oferty!
Nie, nie mają dla nas oferty
Nie ma nikt wciąż dla nas jej
Gdzie koncepcji wielkie sterty?
A my
Zaoferowaliśmy dziś sobie siebie
Zaaferowani nie marnują szans
Tam walka trwa i nie jest naszym chlebem
Problemy nie dotyczą w ogóle nas
|
Życie to śmiertelna walka (serce i rozum)
- Czy czujesz jak ja, że się kiedyś, Rozumie, spotkamy?
- Ja dobrze wiem to, bo tak wyglądają starcze zmiany!
- Nie sądzisz, że nam marzenia kompromis zabije?
- Co zrobić, to życie, i tylko ono jest prawdziwe
Życie to śmiertelna walka
Walka o święty spokój
Lepszy jest straszliwy koniec
Czy lepiej trwać w strachu bez końca?
- Czy czujesz, że nas tylko krok dzieli już od żenady?
- Przesadzasz, Serce, bo na układy nie ma rady
- Możemy coś zmienić tu choćby krew była znów smarem trybów historii
- Nie rwij się, Serce, bo będziesz żałować każdej kropli
Życie to śmiertelna walka
Walka o święty spokój
Lepszy jest straszliwy koniec.
Czy lepiej trwać w strachu bez końca?
|
|
|